Zacznij od: po co?

 

Języki obce to zdecydowanie moja pasja, ale dziś podchodzę do ich tematu nieco bardziej dojrzale niż kiedyś. Jeszcze kilka lat temu miałam aż nadto ambitny cel śmigania biegle w co najmniej  6 językach obcych – bo „fajnie by było” móc w aż tylu językach się porozumieć. Mówię świetnie po niemiecku i angielsku, całkiem dobrze po francusku. Po francuskim miał być hiszpański, a zaraz potem – włoski. Na liście był też niderlandzki (bo skoro mówię już po niemiecku, to nauka poszłaby mi sprawniej, heloł!). I tak miało wyglądać moje językowe portfolio. Do dziś zdążyłam już jednak zejść na ziemię i póki co na obecnej trójce pozostanę.

Dlaczego moje plany się zmieniły?

Po prostu zadałam sobie pytanie absolutnie kluczowe przy snuciu tego rodzaju planów językowych: po co mi to?

Na studiach uczyłam się przez rok włoskiego. Dlaczego? Bo francuski wówczas jakoś mi nie leżał a hiszpański to była domena mojej ówczesnej współlokatorki (a ja nie chciałam przecież od niej „ściągać” – heloł!). Włoski to piękny język, nie da się ukryć, a ja miałam z nauki ogromną frajdę, tylko wiecie co? Po roku się skończyło. Przestałam go używać. Nie miałam okazji. Nie pojechałam do Włoch choćby na wakacje, nie byłam w żaden sposób związana z Włochami, a terminarz wypełnił się innymi priorytetami. Tak oto włoski zaszedł kurzem.

Kiedy go wybierałam, nie zastanowiłam się po co by włoski miał mi być potrzebny. Po prostu – pomyślałam, że „fajnie by było” mówić po włosku. Do tej pory tak myślę, ale teraz nie jest to już dla mnie wystarczający powód, by się go nauczyć.

Fajnych rzeczy jest sporo, ale nie każda jest Twoim priorytetem. 

Mogłabym sobie wmówić, że włoski na pewno „mi się przyda”, że będę mogła pojechać do Włoch i „fajnie będzie” się dogadać. Tylko spójrzmy na sprawę realnie: ile razy faktycznie pojadę do tych Włoch. No i nie oszukujmy się, teraz jak znam tak dobrze angielski to i we Włoszech gdzieś tam z kimś tam na pewno się dogadam. Pamiętasz zasadę 80/20? Kolejny przykład jej zastosowania.

Oczywiście ten włoski to taki mój osobisty przykład. I Ty wcale nie musisz się z tym zgadzać. Ty możesz mieć zupełnie inny powód do nauki języka i to niekoniecznie włoskiego, of kors. Ważne tylko, być miała powód na tyle dla Ciebie istotny, byś była w stanie uczynić z nauki priorytet.

Nauka języka będzie Cię kosztować trochę pracy, nawet jeśli będziesz korzystać z metody na „przy okazji”. Trochę czasu i energii i tak będziesz musiała zainwestować. Zanim więc za to się zabierzesz, zastanów się, jaki jest Twój cel. I upewnij się, że ten cel jest warty świeczki.

Kiedy będziesz wiedziała, po co tak naprawdę chcesz się danego języka nauczyć, nie tylko ten cel będzie Cię wspierał w czasie naukowego kryzysu, ale pomoże Ci także wybrać najlepszą metodę do nauki.

Nie da się zrobić wszystkiego, więc jeśli na pytanie o cel jesteś tylko w stanie odpowiedzieć, bo „fajnie by było”, to zastanów się, czy to „fanie by było” jest akurat tym konkretnym spośród tych wszystkich „fajnie-by-byłów”, które chcesz realizować 🙂

Nie piszę tego po to, żeby Cię zniechęcić. Po prostu jestem głęboko przekonana, że fajnych rzeczy dziś na świecie jest aż nadmiar. I to super, bo każda z nas może wybrać coś dla siebie. Tylko w tym całym ogromie wyboru, realizuj to o czym naprawdę marzysz, jest Twoją wartością i priorytetem. Nie warto przedkładać jakiegoś „fajnie by było” nad nasze życiowe priorytety, prawda?

Nie ma lekko, bo wybór jest ogromny, dlatego mocno trzymam za Ciebie kciuki! Zacznij od po co.

A Ty, jakiego języka się uczysz i po co?

 

Dodaj komentarz