Fail fast: czyli nie taka porażka straszna jak ją malują

Jeden z moich kolegów w pracy podesłał mi ostatnio link do ciekawego artykułu Forbsa. Cały artykuł przeczytasz po angielsku tutaj.  Moją uwagę najbardziej przykuł ostatni akapit, który brzmiał mniej więcej tak:

Porażka uczy najbardziej; każdy kto aspiruje do roli project managera powinien dążyć do kilku spektakularnych porażek, jeśli chce zostać wytrawnym Fachowcem. Jak podobno powiedział Thomas Edison „Nie odniosłem porażki. Po prostu odkryłem 10,000 Błędnych rozwiązań”

Spektakularna porażka? Przeraża mnie zapewne tak samo jak i Ciebie. Nikt nie lubi przegrywać i akurat stanowisko nie ma tu najmniejszego znaczenia. Chcemy wygrywać i odnosić sukcesy, najlepiej bez przeszkód i prosto do celu. Po co nam zatem porażki?

Powodów jest kilka.

Po pierwsze: Bez przeszkód i prosto do celu nie zdarza się prawie nigdy. Zawsze znajdzie się jakiś mniejszy lub większy bloker. Czalendż`, z którym będziesz musiała się uporać. Porażka jest nieodłącznym elementem sukcesu.

Po drugie: Zastanów się, co rozpamiętujesz bardziej – swoje porażki czy sukcesy? Jeśli spojrzysz z refleksją na poprzedni tydzień: z czego jesteś dumna a co poszło nie tak? Założę się, że szybciej powracają porażki. Bo to one dotykają nas bardziej.

Po trzecie: Choć sukcesy działają niezwykle motywująco, to z porażek uczymy się najbardziej.

Perspektywa porażki potrafi przerażać. To jak z tym słoniem, którego zjedzenie w całości na samą myśl przyprawia o wrzody żołądka. Ale wystarczy zabrać się do niego kawałek po kawałeczku.

Tak też jest z porażką. Jeśli myślisz o niej w kategoriach jednego wielkiego fakapu, to pewnie 20 razy się zastanowisz zanim weźmiesz się za jakiekolwiek działanie. Być może nawet strach przed porażką całkowicie Cię zablokuje.

Ja to doskonale rozumiem. Unikałam porażek jak ognia, dopiero fail fast pomogło mi się z nią oswoić. Fail fast, czyli odnoś porażki szybko to koncept związany z metodologią agile, ja go znam głównie z software development, ale jak wiele konceptów w tej dziedzinie, także i ten z powodzeniem może działać na innych frontach.

Zasada jest prosta: im szybciej coś ci nie wyjdzie, tym szybciej możesz z tym coś zrobić. Naprawić, rozwiązać problem, znaleźć najlepsze rozwiązanie. Im wcześniej wykryjesz swój błąd, tym łatwiej jest go naprawić. Mała (i szybka) porażka nie boli aż tak bardzo.

Ja wiem, że w latach szkolnych wychowaliśmy się w kulturze o niskiej tolerancji na błędy. Jeśli nie zrobisz czegoś dobrze, to nie rób tego wcale. Błędy były napiętnowane, a my niejednokrotnie zawstydzani. Liczyła się dobra odpowiedź a nie podjęcie próby. Być może stąd tak wiele z nas nadal boi się „wychylić”.

Ale pomyśl sama: skąd wiesz czy odniesiesz sukces czy porażkę, jeśli nawet nie spróbujesz? Skąd wiesz czy coś zadziała czy nie, jeśli wogóle się tego nie podejmiesz? Wystarczy tylko postawić mały krok (zjeść mały kawałeczek słonia), żeby się przekonać. Jeśli się uda – świetnie, idziesz dalej. A jeśli nie, to hej – wiesz już czego nie robić i jesteś o jeden krok bliżej do znalezienia takiego rozwiązania, które zadziała. Tak jak Edison powyżej.

Podam Ci przykład. Na ostatnim szkoleniu, w którym uczestniczyłam, dostaliśmy ciekawe zadanie w grupach: zbudować jak najwyższą wieżę przy pomocy surowego makaronu spaghetti, pianek i taśmy klejącej. To lekko zmieniona wersja słynnego Marshmallow Challenge, o którym mowa tutaj.  Wszystko oczywiście pod presją czasu i z pewnymi ograniczeniami. To ćwiczenie uczy wiele o pracy samo-organizującego się zespołu, pracy w sprincie, czy o kreatywnym myśleniu. Dla mnie najważniejszą lekcją był właśnie koncept fail fast w praktyce.

Do dyspozycji mieliśmy kilka pianek, a jedna z nich musiała znaleźć się na szczycie wieży. Myśląc o stabilności i ograniczonej liczbie pianek pomyślałam: „Hej, może poprzerywamy pianki na pół. Będzie ich więcej i będziemy mogli postawić mocniejsze fundamenty” Takie było założenie.

Spróbowaliśmy.
Guess what: nie wyszło.
Pianka tylko kleiła się do rąk, o stabilności nie było mowy.
Założenie nie działało.
Odpuściliśmy więc i spróbowaliśmy inaczej.
Co prawda nie wyszło idealnie, ale hej – nasza wieża wygrała!

Pomyślisz może, że to banalny przykład, ale możesz go zastosować do każdej sytuacji. Po prostu spróbuj. Podejmij wyzwanie. Zrób mały krok. Jeśli pójdziesz w złą stronę, zawsze możesz się cofnąć i spróbować inaczej.

Jak mówi Oprah:

Wiele razy w życiu będziesz zraniony. Popełnisz błędy. Niektórzy ludzie nazwą je porażkami, ale ja nauczyłam się, że porażka jest wiadomością od Boga „Przepraszam, idziesz w złym kierunku”. To tylko doświadczenie. To tylko doświadczenie.

Ile razy miałaś pomysł, marzenie, cel, który sobie odpuściłaś tylko dlatego, że bałaś się, że się nie uda? Myślałaś, że jeśli nie spróbujesz to nie dasz sobie szansy na niepowodzenie. I to prawda. Ale z drugie strony nie dasz sobie też szansy na sukces. A czy to samo w sobie nie jest porażką?

Chciałam napisać Ci tu „Nie bój się, że Ci się nie uda”. Ale ja też czasem się boję. Zatem jeśli się boisz, to OK, ja to rozumiem, ale działaj mimo wszystko. Jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy. Jeśli staramy się za wszelką cenę do nich nie dopuścić to pozbawiamy się szansy pójścia naprzód.

Porażka to doświadczenie. A każde doświadczenie wzbogaca.

***

Jak u Ciebie jest z porażkami? Kompletnie blokują Cię przed działaniem i unikasz ich jak ognia czy działasz mimo wszystko i wyciągasz z nich lekcje?

 

Dodaj komentarz