Moje językowe rozkminy – dlaczego boisz się mówić?

Życie dało mi szansę pomieszkać trochę w UK a tym samym spojrzeć na kwestie językowe z zupełnie innej strony.

Zanim przyjechałam do UK w 2012 roku, mój angielski wydawał się być na poziomie bardzo dobrym. Zdałam maturę rozszerzoną, miałam przez rok angielski na studiach, ogólnie luz. Ale pamiętam po dziś dzień, kiedy zaraz po przyjechaniu do Reading, poszłam z moim ówczesnym narzeczonym do supermarketu Morrisons i kiedy pani kasjerka zapytała mnie czy chcę „cash back”, nie miałam zielonego pojęcia po pierwsze co ona ode mnie chce, a po drugie co ja mam jej odpowiedzieć. Totalna załamka.

Za chwilę było jeszcze gorzej, bo oto musiałam zadzwonić do urzędu umówić się na spotkanie w sprawie NIN (National Insurance Number – musisz go mieć jeśli chcesz pracować w Anglii). Potem zaczęły się telefony z agencji rekrutacyjnych w sprawie pracy. Nie do końca rozumiałam, o co mnie pytają, kilka razy musiałam prosić o powtórzenie (co mnie bardzo stresowało), sama nie umiałam skleić dobrze zdania. Ogólnie czułam się do bani.

Przez kolejnych kilka tygodni to dopiero był językowy stres. Kupić ubezpieczenie samochodu (przez telefon),  przejść przez trening w pierwszej pracy, załatwić wszelkie formalności z wynajmem mieszkania. I to wszystko przez telefon. Z ludźmi z różnych części UK, z różnymi akcentami.

Te doświadczenia bardzo mocno utkwiły mi w pamięci. Dlaczego? Głównie dlatego, że zachwiały moją pewnością siebie. Byłam ogromnie zła na siebie, że mimo matury z angielskiego (rozszerzonej!) było mi tak niewygodnie się dogadać.

Strzeliłam focha na nasz system edukacji, który nacisk kładzie nie na to co powinien. Bo czytać w obcym języku umiemy, z gramatyką też jest OK, nawet umiemy coś napisać. Ale naturalna konwersacja z native speakerem nas przeraża, paraliżuje… 30 sekund spędzamy na ułożeniu poprawnego gramatycznie zdania i boimy się odezwać nim będziemy pewne, że co chcemy powiedzieć faktycznie jest poprawne.

A nie o to w nauce języka chodzi!

Owszem wszystkie kompetencje są ważne. Ale nie jednakowo ważne. Gramatyka i nauka słówek są jak najbardziej bardzo potrzebne. Ale w odpowiedniej proporcji.

Gdzieś po drodze straciliśmy równowagę pomiędzy uczeniem się języka a używaniem go w praktyce.

Nie możesz czekać, aż będziesz znać już większość słówek i zwrotów i opanujesz gramatykę, zanim zaczniesz mówić. Wręcz przeciwnie!

Mów jak najwięcej i jak najczęściej już od samego początku.

Wiele osób skarży się na barierę językową. Wiele boi się też oceny ze strony innych. Rozkminiają długo czy powinni powiedzieć „I was” czy „I have been to” i w końcu milkną i nie mówią nic.

Pozwól więc, że zapytam raz jeszcze: jaki jest Twój cel? Dlaczego chcesz się nauczyć języka? Dla mnie cel jest prosty: być w stanie porozumieć się z innymi ludźmi w tym języku. Więc jeśli celem jest się porozumieć, no nie muszę znać wszystkich słówek. Nie muszę być czempionem gramatyki. Mogę nawet czasem zrobić błąd. Who cares?

Uwierz mi: native speakerzy nie będą Cię oceniać. Oni docenią, że umiesz mówić w ich języku. A jeśli znajdzie się jeden, który „krzywo na Ciebie spojrzy”, to zapytaj się go, w ilu on językach umie mówić 🙂

Strach przed oceną innych jest chyba jednym z najbardziej blokujących czynników, bo jeśli byśmy się tym nie przejmowały, to co innego stałoby nam na przeszkodzie?

Nie będę Ci teraz pisać, żebyś przestała się bać. Albo że nie ma się czego bać. Bo ja wiem doskonale co czujesz. Też przez to przeszłam. Trzeba przez to przejść i nie lamentować, bo im szybciej to zrobisz tym szybciej będziesz miała to z głowy. I dalej już pójdzie.

Po prostu działaj! Mów, pytaj, rozmawiaj!

Z ćwiczeniem języka jest jak z ćwiczeniem mięśnia. Na początku mogą być zakwasy. Zmęczysz się i może nie być przyjemnie. Ale jak już się rozgrzejesz i kilka razy poćwiczysz, to potem będzie już z górki.

Zacznij już dzisiaj. Nie, że od jutra. DZISIAJ. Teraz. #englishfriday to ku temu najlepsza okazja. Nawet jeśli wpleciesz tylko „I don’t have time” albo „Makes sense” albo „Did you have a nice day?” – każdy mały krok się liczy.

Trzymam kciuki!

Dodaj komentarz