Bunt dwulatki i wszystko na NIE, czyli rozkminy #bookofthemonth wrzesień 2020

Znasz to uczucie, kiedy czytasz książkę i trafiasz na genialny fragment, który – no aż sam się prosi – by przekazać dalej? Zaznaczasz, zakreślasz, zagniatasz rogi, robisz printscreena lub zdjęcie, albo czytasz na głos komuś, kogo akurat masz pod nosem? Uwielbiam książki za tę moc. To uczucie, kiedy ktoś tak trafnie potrafi ubrać w słowa coś, co Tobie już dawno gdzieś leżało na sercu. To uczucie, kiedy czytając myślisz – jejku, to naprawdę ma sens! Lub kiedy ktoś otwiera przed Tobą coś niby oczywistego, ale po raz pierwszy w tak nieoczywisty sposób, że dopiero teraz do Ciebie dociera.

Niedawno skończyłam czytać 2 książki, które – głęboko wierzę – trafiły w moje ręce nie bez powodu. Tak się złożyło, że ich tytuły w mega trafny sposób oddają mój obecny stan ducha, czyli:

Mam wątpliwość i Pieprzyć to.

Przypomina to taki trochę bunt dwulatki (a raczej trzydziesto-dwulatki:), która ze wszystkim zaczyna być na NIE, bo nie do końca już wie, czy jej światopogląd, przekonania, wyobrażenia o życiu i świecie są tak naprawdę JEJ, czy zostały narzucone przez społeczeństwo, kulturę, wychowanie…
I abstrahując już od samego pytania, skąd one się wzięły, czy one są wógole właściwe, czy mają sens, czy są dla niej dobre – czy po prostu ktoś coś kiedyś wymyślił, wmówił światu a świat – wliczając tą trzydziesto-dwulatkę – zaczął kopiować bez jakiejkolwiek refleksji?

I w takim oto poczuciu biorę do ręki MAM WĄTPLIWOŚĆ Oli Radomskiej, która pisze, że też nie wie, że ma wątpliwość, że szuka odpowiedzi… I w jej wydaniu to jest tak genialne i błyskotliwe, że gdybym miała zaznaczać te istotne dla mnie fragmenty, to – serio – pomazałabym niemal całą książkę.

Radomska rozkminia rzeczywistość na swój absolutnie nieprzeciętny sposób i ja nie chcę tu pisać ani żadnej recenzji, ani tym bardziej interpretować „co autor miał na myśli”, ale aż ciśnie mnie, żeby wyrzucić z siebie:

  • Mam to samo!
  • Radomska – w punkt!
  • Otóż to!

Serio. Ja nie wiem, czy to kwestia pokolenia, rocznika, czy po prostu ten świat niby skomplikowany, ale jednak prosty – bo pewne schematy i przekonania, które się utarły, są takie same dla nas wszystkich. Krzywdzące schematy. I błędne przekonania – chciałoby się dodać.

Bo przecież większość z nas (kobiet) wyrosła w przekonaniu, że musi być grzeczna i posłuszna, że musi ładnie wyglądać, za bardzo się nie wychylać, czekać aż ją dostrzegą i absolutnie się nie chwalić. WTF? Kto to wymyślił?

Skąd się wzięły jakieś odgórne zasady i jeden model szczęśliwego życia, za którym podążamy, nie zdając sobie sprawy, czy on naprawdę jest nasz, czy społeczeństwo nam wmówiło, że tak powinno być? Kto nam wmówił, co musimy i co powinnyśmy. Dlaczego inni na siłę chcą nam wmówić, co jest dla nas dobre? Dlaczego tak bardzo martwi nas, „co ludzie powiedzą”? Dlaczego tak bardzo skupiamy się na spełnianiu oczekiwań innych, nie zastanawiając się, czego tak naprawdę chcemy my? Dlaczego oceniamy siebie przez pryzmat tego, jak widzą nas inni? Gdzie jest nasze poczucie własnej wartości? 

Dlaczego tak trudno nam – kobietom celebrować własne sukcesy? To odwieczne poczucie, że jak coś osiągnę to – jak pisze Radomska – „przez przypadek”, „nie zasłużyłaś” lub ciekawe „kiedy się to wszystko spieprzy”?

WTF? Coś chyba poszło nie tak.

Najbardziej genialną dla mnie – i najmocniej otwierającą oczy – częścią książki był Przystanek 12 – O tym, czego (nie) nauczyła nas szkoła. W skrócie: „Z tego, co dane nam było przeżyć w tym okresie, wygrzebujemy się przez resztę życia”. O tym jak nas szufladkowano, o tym jak nam wmówiono, że oceny są najważniejsze i kompletnie nie przygotowano do życia. Wielkie rozczarowanko, drodzy Państwo.

Czuję w sobie ogromny bunt. Nie spina mi się to wszystko coraz bardziej i po lekturze MAM WĄTPLIWOŚĆ mam zdecydowanie jeszcze więcej pytań.

Ale czy nie o to właśnie w tym wszystkim chodzi? Żeby nie brać bezmyślnie tego, co świat nam przynosi i nie kopiować tych wszystkich złudnych przekonań, utartych zachowań i wyrobić sobie odwagę, by za Radomską powiedzieć: Mam wątpliwość?

_______________________________________________________________________

Tymczasem Pieprzyć to! Jak przestać spełniać cudze oczekiwania a zacząć własne? 

Ciężko mi jasno powiedzieć, jak odebrałam tą książkę. To nie do końca był mój styl (a może to kwestia czytania tłumaczenia, nie oryginału i przez to brak takiego utożsamienia się z autorką – sama już nie wiem). Miałam wrażenie przez pierwsze strony, że pisana jest dość agresywnie – złość wylana na tych wszystkich ludzi, którzy wiecznie coś od ciebie chcą. Ogólnie lektura dość lekka, pełna przykładów z życia autorki, obrazujących jak wprowadzała swoją strategię PIEPRZYĆ TO.

Sam temat za to – jak najbardziej w punkt, bo serio, ileż można realizować cudzy plan i spełniać cudze oczekiwania?

Tu znów coś poszło nie tak. Boimy się komuś odmówić, bo myślimy, że przestanie nas lubić. Bierzemy na siebie więcej, bo nie mamy odwagi powiedzieć NIE. Bo liczymy na to, że nasz wysiłek zostanie przez kogoś (łaskawie) doceniony. A może właśnie chcemy za wszelką cenę pokazać, że jesteśmy nie do zastąpienia, w obawie przed tym, że ktoś nas zostawi lub zwolni?

Pieprzyć to. Szkoda życia.

Nigdy nie będziemy w stanie zadowolić wszystkich, a im bardziej będziemy próbować, tym bardziej unieszczęśliwimy samych siebie.

Łatwiej napisać niż zrobić – ha! wiem to oczywiście. Ale c’mon kobiety: dlaczego ktoś ma nam wmawiać, jak mamy żyć, co jest dla nas dobre, co ma nam się podobać, co powinnyśmy, co nie wypada. My to przecież wszystko wiemy. Tylko… być może oczekiwania tego świata, przysłaniają nam to co naprawdę nasze. Być może musimy jeszcze trochę odkryć siebie. Być może mamy tyle wątpliwości, że nas to wszystko przytłacza. Ale dla naszego własnego szczęścia – czy nie warto?

P.S. Czytałaś którąś z powyższych książek? Jakie masz odczucia?


Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *