3 zasady efektywności, których nauczyłam się od mojego męża

No dobra, muszę Wam się do czegoś przyznać. Organizacja czasu i pracy to nie jest mój naturalny talent. Wszystko co w tym obszarze teraz umiem i stosuję jest nauczone, wypracowane, przećwiczone. Z książek, ze szkoleń, z własnych prób i błędów. Mogę być z siebie dumna, bo w wielu aspektach dałam radę, ale nad innymi, jak nad odkładaniem na później muszę trochę jeszcze pracować. Okazuje się, że w tym  nie jestem sama, Obejrzałam ostatnio konferencję online Kamili Rowińskiej o tym jak nie odkładać na później i oto proszę dowiedziałam się, że aż 80% Polaków odkłada swoje zadania na później. Szok, że jest nas aż tak wiele. Ja muszę jeszcze ciągle się pilnować, by nie odkładać. Za to znam kogoś kto jest w tych pozostałych 20%.

Otóż mój mąż to chodzący talent w getting things done.. Jestem w szoku, kiedy patrzę jak potrafi ogarnąć wszystko w domu, jak umie sprawnie pozałatwiać wszystkie sprawy, jak dzieli czas między obowiązki a przyjemności. I kiedy tak się mu przyjrzałam dokładniej (w końcu znamy się nie od dziś) wydedukowałam do celów własnych 3 strategie, których on (prawdopodobnie nawet nieświadomie) się trzyma. U niego działają na medal, ułatwiają mu życie, a zatem ja, widząc efekty z pierwszej ręki, wdrażam je u siebie. Oto one:

ZASADA 1: ZRób to Teraz

Zrób to teraz i miej to z głowy. Jak na wzorowego „nie-odkładacza” przystało, mój mąż wyznaje zasadę, że jeśli coś jest do zrobienia, to jest do zrobienia TERAZ, by „nie wisiało” nad nim i jak najszybciej było z głowy. A jeśli nie może czegoś zrobić od razu, to ustala od razu konkretnie, kiedy daną rzecz wykona. I mocno się tego trzyma! Potrzebna wizyta u okulisty? Telefon, termin, go! Przyszedł list z formularzem z banku do wypełnienia? Siadamy, wypełniamy i wysyłamy następnego dnia. Od przyszłego tygodnia można zrobić przegląd samochodu? Telefon w rękę i pierwszy możliwy termin zaklepany. Żona zażyczy sobie nowy dywan albo szafę z Ikei – nie ma, że „dobra to za tydzień albo dwa pojedziemy”. Jedziemy w pierwszym możliwym terminie (jego zasada zrób to teraz ułatwia więc życie nie tylko mojemu mężowi!).

ZaSada 2:  Zjedz tę żabę

Zjedz tę żabę i miej to z głowy. Przez cały okres szkoły ja trzymałam się zasady: zrób najpierw te najmniejsze zadania jak najszybciej, by je odhaczyć, a na koniec zostaw sobie największą (i najtrudniejszą) kobyłę. Prawda jest jednak taka, że kiedy robiłam te proste i szybkie zadania, cały czas miałam z tyłu głowy, że mam jeszcze do przerobienia ten duży materiał i nie wiem, kiedy ja znajdę na to czas. Wisiało to nade mną niczym czarne chmury. Używając kulinarnej metafory, ja po kolei wyjadałam wszystkie Ferrero (bo to moje ulubione słodycze!), ale nie miałam z tego zbyt dużej przyjemności, bo jedząc i tak miałam z tyłu głowy, że czeka mnie jeszcze do zjedzenia ta żywa żaba! A Ferrero wcale mi tej potencjalnej żaby nie umiliło.

Taki nawyk ciężko jest wykorzenić. Mój mąż za to ma kompletnie inny tok myślenia. Kiedy wraca z pracy, w pierwszej kolejności bierze się za tzw. przykry obowiązek (cokolwiek by to w danym momencie nie było), by to najgorsze mieć już z głowy, a potem tylko już czas na relaks. Jeśli ma jakąś żabę do zjedzenia w weekend, to od niej zaczyna, by znowu potem zająć się tylko tym na co ma ochotę.

ZASADA 3: ZA JEDNYM ZAMACHEM

Zrób to za jednym zamachem i miej to z głowy. Znasz takie angielskie słowo bulk? Jeśli nie, to koniecznie zapamiętaj i zacznij stosować. W wolnym tłumaczeniu oznacza mniej więcej gromadzić/ grupować i często występuje w języku informatycznym w kontekście bulk operations, czyli czynności, które wykonujemy za tak zwanym jednym zamachem. Przykładowo, kiedy mój mąż ma do załatwienia kilka spraw na mieście, grupuje je wszystkie w jedną całość i zajmuje się nimi przy jednym wypadzie do miasta. Nie jeździ codziennie, by raz załatwić bank a innym razem polski sklep. Tak samo, gdy bierze się za gotowanie (bo w tej kwestii bije mnie na głowę), przygotowuje kilka posiłków na kilka najbliższych dni i robi to tak by było efektywnie, zwinnie i sprytnie.

***

Zapewne znałaś wszystkie te zasady, bo wszyscy guru produktywności o nich trąbią. Mojemu mężowi (a teraz także i mi!) ułatwiają życie i sprawiają, że mamy więcej czasu na to, na co chcemy tego czasu więcej mieć 🙂

Rozejrzyj się wśród Twoich bliskich: jakie metody zarządzania sobą w czasie sprawdzają się u was najlepiej?

Która z tych 3 zasad jest Ci najbliższa? Którą stosujesz już teraz, a którą chciałabyś wdrożyć? Jakie jeszcze zasady pozwalają Ci efektywnie zarządzać sobą w czasie? Kto z najbliższych Ci osób najbardziej inspiruje Cię w organizacji czasu?

2 Comments

  1. marcelina

    Zrób to teraz i zjedz tę żabę sama stosuję, choć z żabą mam czasem problem i odkładam na bok. Później jednak cały mam sprawy z tyłu głowy i nie mogę przestań myśleć. Więc zabieram się na nie i od razu lżej 🙂

Dodaj komentarz